Naszedł ten moment, kiedy mam chwilę i wenę.. No to jedziemy :)
Kula kąpielowa o zapachu Korzennych Przypraw
O Jezusku Tłuściutki (jak to mawia moja Mama:P) jakże to bombowe cudo pachniało! Piękny zapach przypraw korzennych sprawił, że kąpałam się w piernikach, Indiach i innych takich :) Generalnie nie przepadam za kosmetykami waniliowymi, czekoladowymi i z przyprawami, ale bomba miała tak cudny zapach... W ogóle nienachalny. Moje nozdrza może się przekonują :)
Zacznę może jednak od początku :)
Bomba wielkości standardowej bomby musującej, cudnie zapakowana w papierową torebkę, a w środku karteczka ze składem.
Kolor bomby: jasny zielono-biały.
Po wrzuceniu do gorącej wody w wannie, usłyszałam przyjemne buzowanie i widziałam bąbelki :) Uwielbiam to :) Wzięłam kulkę na chwilę do ręki i wyjęłam z gorącej wody, a ona po kilku sekundach była lodowata. Pewnie to zależy od jakiegoś składnika, ale na to pytanie odpowie Wam już Smykowata Pati :) Świetnie się rozpuściła, a na tafli wody zostawiła delikatne oczka olejku. Przyjemnie nakładało się to na skórę. Nie zauważyłam, żeby jakoś specjalnie długo się wchłaniało.. Jak oliwka :) Skóra mnie nie swędziała (co ma w zwyczaju po użyciu oliwki, bądź olejku, bo się przesusza). Czyli generalnie dobór składników bomby, jak dla mnie trafiony w 10.
Jedyne na co mogę narzekać, to to, że tak prędko się skończyła. Wiadomo, to co dobre, szybko się kończy.
Przyjemnie mi było relaksować się w takich nietuzinkowych zapachach. A recenzja jest opisem moich rzeczywistych odczuć i nie jest w żaden sposób napisana, aby wzbudzić sympatię Patrycji.
Zapraszam Was serdelecznie w odwiedziny do Smyka i skosztowanie jej wytworów :) Wszystkie informacje dotyczące ceny wyrobów Pati znajdziecie na jej blogu.
A już niedługo notka poświęcona IV Spotkaniu Warszawskich Blogerek. Byłam. Poznałam. Opiszę.
Peace!! :)