Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 maja 2013

Mega dno... + garstka mini recenzji

Nie było mnie, bo zużywałam kosmetyki ;)

Trochę się tego nazbierało.. Miałam zrobić tylko kwietniowe denko, ale postanowiłam poczekać i dołączyć też te kosmetyki, które widziały już światełko w tunelu.


Zacznę od produktów do pielęgnacji włosów:

Head&Shoulders - moje ulubione szampony jeśli chodzi o pozbycie się łupieżu i odświeżenie skóry głowy. Z moim łupieżem radzą sobie świetnie, ale czasem zmieniam swój włosowy reżim, żeby nie zwariować od rutyny. Myję włosy codziennie, więc szampony zużyłam w zastraszającym tempie :)

Rene Furterer - odżywka w spray'u, nadająca blask i ułatwiająca rozczesywanie włosów. Wygrałam ją w rozdaniu u Coco Collection. Szkoda, że tak szybko się skończyła, bo rzeczywiście pomagała mi w rozczesywaniu włosów i były one wyraźnie bardziej błyszczące niż zwykle. Bardzo przyjemny zapach, cytrusowy.

Cece Med - szampon zapobiegający wypadaniu włosów z witaminami. Również część wygranej u Coco Colletion. Ciężko mi powiedzieć coś więcej na temat tego produktu, niż to że przyjemnie mi się go używało. Krótko, ale przyjemnie. Za mało produktu, żeby zauważyć znaczące różnice. Bardzo delikatny zapach...szamponu. Nic specyficznego nie wyczułam.

Cece Care - odżywka z jedwabiem do włosów farbowanych. Kolejna część wygranej u Coco Collection. Przyjemny produkt, jednak tak jak szampon, trochę go za mało, żeby stwierdzić ostatecznie czy działa na moje włosy. Bardzo przyjemny zapach. Kojarzy mi się z tymi wszystkimi specyfikami, których używają fryzjerzy przy myciu włosów przed strzyżeniem.



Pielęgnacja ciała:

Isana - żele pod prysznic. Miałam okazję zużywać wersję o zapachu Witaminy & Jogurt i tę z Ekstraktem z Pereł. Zapachy obłędne! Zwłaszcza ten jogurtowy.. pieści zmysł węchu! Czułam się, jakbym się kąpała w wielkiej misce jogurtu owocowego. Idealny zapach na lato :) Trzeba tylko uważać na robale, bo zapach chwilę utrzymuje się na skórze ;) Jeśli chodzi o ten "perłowy", również był przyjemny, ale taki...hmmm.. kojarzył mi się z taką Panią Prezes, na którą po przyjściu do domu czeka już przygotowana kąpiel z bąbelkami, a ona się zanurza w wannie i sączy szampana.

AA Ciało Wrażliwe - żel pod prysznic o zapachu Creme Brulee. Baaaardzo przyjemny słodki zapach. Do tej pory unikałam wszelkiego rodzaju zapachów z dodatkiem wanilii, czekolady, trufli, czy innych takich. Zaczęłam się do nich przyzwyczajać :) Po użyciu tego żelu miałam ochotę się schrupać ;) Szkoda, że tylko ja ;)

Soap&Glory - Flake Away (scrub) i Righteous Butter (masełko). Moją opinię o tych produktach możecie poznać TUTAJ. Uwielbiam zapach tych kosmetyków! Krem do rąk zużywałam bardzo długo, bo nie chciałam rozstawać się z tym pięknym zapachem. Utrzymuje się długo na dłoniach i przyzwoicie nawilża. Niestety kropelka do kropelki i się pokończyło :( Mam nadzieję, że niedługo będę miała dostawę :D

BeBeauty - żel micelarny do mycia i demakijażu. Moją opinię o tym produkcie możecie poznać TUTAJ. Już zaopatrzyłam się w kolejną sztukę. Nowa szata graficzna mi się podoba :) Żel w żadnym stopniu się nie zmienił. Przynajmniej według mnie.

Blanchette - Płyn micelarny (Kaufland) niecałe 6zł. Uwielbiam ten płyn! Do tej pory używałam jedynie żelu Biedronkowego, ale na którymś z blogów przeczytałam o nim pochlebną opinię i stwierdziłam, że muszę go wypróbować. Bardzo się cieszę, że go poznałam, bo teraz nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez tego płynu. Pojemność 200ml, co wystarcza swobodnie na miesiąc używania..albo i więcej. Producent mówi , że płyn delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę twarzy i oczu z makijażu i zanieczyszczeń, nie narusza bariery lipidowej naskórka. Działa łagodząco i odświeżająco. Tonizuje i nawilża skórę. Nie wiem jak z tą barierą lipidową, bo najzwyczajniej w świecie się nie znam, ale tonizuje, odświeża i nawilża. Tutaj nie mam zastrzeżeń. Warto.

Iwostin Puritin - żel do mycia twarzy dla skóry tłustej i skłonnej do zmian trądzikowych. Moją opinię na temat tego produktu możecie poznać TUTAJ. Nie wiem, czy nabędę ponownie. Ostatnio trafiłam na promocję w aptece, ale chyba najpierw zużyję to, co mam w szafce.

La Roche Posay - woda termalna. To już może drugie opakowanie. Jestem zadowolona, zwłaszcza przy cieplejszych dniach, pomaga odświeżyć ryjek. Używałam jej często jako swojego rodzaju Fix+ ;) przy nakładaniu podkładu pędzlem Hakuro H50.

Clarena - Hydro Hyaluronic Cream - dupy nie urywa. Miałam stworzyć o tym kremie osobną notkę, ale moim skromnym zdaniem nie zasługuje na to. Jedyne co mogę dobrego powiedzieć o tym kremie to to, że przyjemnie pachnie na ryjku po nałożeniu go na noc. W ciągu dnia nie czuję go za bardzo na twarzy..jeśli chodzi o zapach, bo po 10min od nałożenia w ciągu dnia, ściąga mi buzię jak maseczka peel-off. W ciul kosztuje. Ja dostałam go podczas spotkania blogerek w listopadzie, ale dobrze, że wiem że mi nie pasuje, przynajmniej nie rzucę się na kupno.

Avon Planet SPA - maseczka głęboko oczyszczająca pory Tajski Kwiat Lotosu. Ja uwielbiam tę maseczkę. Już nie wiem, który to mój egzemplarz, ale wiem, że będę do niej wracać. Pisałam o niej trochę TUTAJ.

Rimmel Wake Me Up! - 103 Ivory podkład, który dostałam podczas listopadowego spotkania blogerek. Używałam go na zmianę z innymi podkładami, stad tyle miesięcy życia. Podoba mi się jego wykończenie i krycie. Delikatne, ale czy rozświetlające? Ciężko mi stwierdzić, bo i tak zawsze rzucałam na niego Bambuska BU. Przyjemny zapach i konsystencja. Trochę tłusta, ale mnie nie zapychał.



Pielęgnacja stóp:

Lirene Dermoprogram - krem silnie nawilżający 10% Urea. TUTAJ pisałam o tym produkcie. Trochę mi zajęło jego zużywanie, a to dlatego, że wcierałam go na zmianę z żelem aloesowym.

Delia Good Foot - Ziołowa kąpiel do stóp z dziką miętą wodną. Pokochałam ten produkt! Kupiłam go mamie pod choinkę, ponieważ producent obiecuje zmiękczenie i usuwanie zgrubień, a my z mamą mamy ogromne problemy z wrastającymi pazurkami niestety. Oczywiście mama odstawiła sól do szafki, a ja ją podbierałam, aż wykończyłam :) Bardzo przyjemny zapach i rzeczywiście bardzo dobrze zmiękcza naskórek. Pomogła mi w pozbywaniu się wrastających wrogów. Koszt to około 10zł. Polecam :)



Dłonie:

Ziaja Kozie Mleko - krem do rąk. Lubię go. Świetnie nawilża moje dłonie i pozostawia na nich przyjemną warstwę, która w zimie chroni moje dłonie przed pękaniem.

Sensique - zmywacz do paznokci o zapachu magnolii. Nie wysusza paznokci, przyjemny zapach, dobrze zmywa nawet brokatowe lakiery.

Vollare - zmywacz bezacetonowy, czekoladowy. Przyjemny zapach, nie wysuszył mi paznokci, ale skórki trochę tak.



Coś dla nosa ;)

Celebre - to zapach, który zna chyba każdy. Nie będę się rozpisywać na ten temat, bo nigdy nie potrafiłam szczegółowo opisywać zapachów. Ładny, o. :)


Ufff.. trochę tego było.. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)

czwartek, 14 marca 2013

Iwostin Puritin - żel do mycia ryjka :)

No to tak jak zapowiadałam we wczorajszym poście, dzisiaj kilka słów o żelu do mycia ryjka, który otrzymałam przy okazji IV Spotkania Warszawskich Blogerek. Zużyłam go już na tyle dużo, żeby móc się o nim konkretnie wypowiedzieć.

IWOSTIN Laboratorium
PURITIN - Żel do mycia twarzy
Dla skóry tłustej, skłonnej do zmian trądzikowych
HYPOALERGICZNY


Producent mówi

Dokładnie oczyszcza skórę tłustą, skłonną do zmian trądzikowych i wrażliwą. Ogranicza powstawanie zmian trądzikowych poprzez normalizację pracy gruczołów łojowych i ograniczenie rozwoju bakterii P. Acnes. Zapobiega wysuszeniu skóry i łagodzi podrażnienia.

Składniki aktywne

  • Zincidone®
    Innowacyjne połączenie cynku i molekuły PCA (sól cynkowa kwasu PCA), która ułatwia jego wnikanie w skórę - reguluje wydzielanie sebum i zapobiega powstawaniu zmian trądzikowych.
  • Cobiostab 400 (Diisethionate Hexamidine)
    Składnik wykazujący silne działanie ograniczające rozwój bakterii, zarówno Gram+ jak i Gram- w tym Propionibacterium acnes oraz działanie grzybostatyczne.

  • Alantoina
    Ma właściwości wygładzające i zmiękczające skórę. Usuwa spękania i zgrubienia. Łagodzi podrażnienia.


  • Wyciąg z aloesu
    Działa przeciwzapalnie i hamuje rozwój bakterii. Aktywizuje układ odpornościowy i pomaga w utrzymaniu równowagi kwasowo-zasadowej. Łagodzi podrażnienia.
  • Physiogenyl®
    Działa energizująco, stymuluje wzrost i regenerację komórek. Ogranicza wykwity trądzikowe. Stanowi doskonale źródło energii oraz cennych pierwiastków śladowych, takich jak cynk i mangan. Zapewnia również odpowiedni poziom nawilżenia naskórka.

Formuła preparatu powstała w konsultacji z dermatologami.

Hypoalergiczny. Bez parabenów. Bez barwników.

Opakowanie
Tuba z wygodnym zamknięciem (pozwala na dozowanie odpowiedniej ilości kosmetyku) zapakowana w kartonik, który moim zdaniem jest już zbędny.


Pojemność
150ml

Kolor/konsystencja
Kolor bardzo, bardzo delikatnie przezroczysto-zielonkawy.. limonkowy. Konsystencja pomiędzy gęstą, a rzadką. 


Zapach
No mi ten zapach przypomina zapach psa, który wrócił ze spaceru jesienią, kiedy często pada deszcz. Zapach mokrego psa po prostu.

Cena
ok. 25zł

Dostępność
Apteki, internet

Moja opinia

Jako posiadaczka cery tłustej byłam bardzo ciekawa tego produktu. Bardzo często, niezależnie od dni cięższych czy lżejszych w miesiącu, na mojej buzi pojawiało się trochę wyprysków i zaskórników. Żelu zaczęłam używać w styczniu, czyli już dobre 2 miesiące za mną. 
Przy pierwszym otwarciu tubki i wyciśnięciu odrobiny żelu na dłoń skrzywiłam się nieco. Zapach, który przypomina mokrego psa, nie należy do najprzyjemniejszych, nawet dla takiej psiary jak ja. Nie wiem, który ze składników tak pachnie, ale ja solidnie musiałam się przemóc na samym początku do używania tego żelu. Po rozprowadzeniu na buzi dłońmi, stwierdziłam, że chyba prędzej dotrę do swoich porów szczoteczką. Na dłoniach żel się nie pieni i mam wrażenie właśnie, że nie wszędzie dociera. Przy użyciu szczoteczki nie dość, że masuję buzię, to dodatkowo produkt dostaje się wszędzie tam, gdzie powinien i delikatnie się pieni. 
Pierwsze 2 tygodnie mycia twarzy Puritinem budziło we mnie skrajne emocje. Byłam wściekła, że nagle mnie wysypało tak, że nie byłam podobna do siebie. Bardzo dużo bolących wyprysków, podskórnych wrzodów właściwie. Wiem, brzmi okropnie. Zostało kilka blizn, ale to dlatego, że nie mogłam się powstrzymać i jak głupek cisnęłam. Teraz już wiem, że przez używanie tego żelu po prostu skóra się oczyszczała z najgorszych śmieci. Od jakichś 4 tygodni nie mam problemu z wypryskami! Pomijając zapach, przyjemnie mnie łechce po twarzy, zwłaszcza przy zmywaniu go ciepłą wodą, uwierzcie mi, że czuję jak oczyszcza mi się ryjek. Żel chwilę po zmyciu jedynie daje takie poczucie, bo potem trochę ściąga buzię, więc kładę po chwili krem nawilżający. Ściąga, ale nie wysusza skóry, a to jest przecież bardzo istotne. 
Używam go 2 razy dziennie od początku stycznia i powoli zbliżam się do denkowania, więc mogę powiedzieć, że jest wydajny. Z pewnością skuszę się na jego zakup po przetestowaniu reszty produktów, które na mnie czekają.

Bardzo jestem ciekawa innych produktów z tej serii. Miałyście do czynienia z tą serią kosmetyków pielęgnacyjnych? Możecie coś polecić?


Peace! :)

poniedziałek, 18 lutego 2013

Herbaciana Róża nie do wypicia ;)

Na IV Spotkaniu Warszawskich Blogerek w listopadzie otrzymałam wiele ciekawych produktów, o niektórych możecie już przeczytać TUTAJ i TUTAJ. Produkt, który chcę Wam dzisiaj przedstawić również znajdował się w tych magicznych paczuszkach od Sponsorów.
Biorąc pod uwagę pogodę za oknem, która zaczęła buntować się już w listopadzie, dobrym pomysłem będzie opisanie pewnego kremu do pielęgnacji dłoni.
Ja osobiście staram się unikać kremów, które w swoim składzie na pierwszym miejscu wymienioną mają wodę, ale same wiecie jak ciężko znaleźć inne. Bez wody się nie obejdzie. Moje dłonie, zwłaszcza zimą, okropnie się wysuszają, pękają i stają się przez to niesamowicie szorstkie i beznadziejne. Krem opisany poniżej trzymałam zawsze w pobliżu: w biurze, koło komputera, w łazience. Można powiedzieć, że miałam do niego dostęp w każdej chwili. Przynajmniej będąc w domu.


AA Ciało Wrażliwe - Odżywczo-wygładzający krem do rąk i paznokci Herbaciana Róża do skóry suchej i wrażliwej



Zacznę od kilku słów producenta

Formuła kremu odżywczo-wygładzającego zawiera ekstrakt z białych kwiatów róży stulistnej, jaśminu i stokrotki, który poprawia nawilżenie skóry oraz nadaje jej aksamitną miękkość i gładkość. Gliceryna, wnikając w głębsze warstwy naskórka, zapobiega nadmiernemu przesuszaniu. Witamina A wpływa na odnowę komórek skóry, opóźnia procesy jej starzenia, poprawia elastyczność i działa regenerująco.


Testowany dermatologicznie na osobach z chorobami alergicznymi skóry.
Z hypoalergiczną kompozycją zapachową.
Nie zawiera barwników.
pH neutralne dla skóry. 



Pojemność
100 ml

Konsystencja i kolor
Zwarta, dość gęsta, ale lekka; biały


Zapach
Mi osobiście przypomina zapach kadzidełka różanego

Skład
Aqua, Glycerin, Octydodecanol Petrolatum, Cetearyl Alcohol, Ethylhexyl Stearate, Glyceryl Stearate, Paraffinum Liquidum, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Citrate, Bellis Perennis Extract, Jasminum Officinale Extract, Rosa Centifolia Extract, Acrylates/Acrylamide Copolymer, Mineral Oil, retinyl Palmitate, PEG-35 Castor Oil, Polysorbate 85, Xanthan Gum, Phenoxyethanol Parfum, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben.

Moja opinia
Jak już wyżej wspomniałam, nie lubuję się w kremach, które mają dużo wody w swoim składzie. Na zimę takie kremy w ogóle nie odpowiadają mojej skórze. Ten przekonał mnie do siebie pięknym zapachem kadzidełka, ale takiego jeszcze w opakowaniu. Używałam go w domu, więc za bardzo nie odczułam skutków ubocznych na dłoniach podczas przebywania na dworze. Wystarczy wielkość groszku nałożona na dłonie i całe je pokryjemy bez problemu. Jeśli chodzi o problem starzenia się skóry, mimo moich 29 lat na karku, nie odczuwam na razie tego. Może dlatego, że tłuszcz konserwuje :P  Nawilżenie owszem odczuwam, jednak było trochę krótkotrwałe. Dłonie są miękkie i gładkie do 30min po użyciu kremu. Muszę jednak zaznaczyć, że cierpię na nerwice natręctw, a jest nią nadmierne mycie rąk, więc ciężko znaleźć krem, który pod każdym względem będzie mi odpowiadał. Jednak na moje domowe potrzeby jest on idealny. Poprawia mi nastrój samym zapachem i efektem, który po samym nałożeniu powstaje na moich dłoniach. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu! A to dla mnie ważne, bo jak czuję choć trochę tłustego na dłoniach, to muszę lecieć pod mydło. Dzięki temu, moja nerwica ma odpoczynek. Cały czas szukam ideału :) Też tak macie, że zimą zużywacie na tony kremy do rąk i balsamy? Uh...

Cena
ok. 11 zł

Dostępność
Rossman, Natura, Stars, Drogerie Polskie, internet


Jesteście w stanie polecić jakiś dobry krem do rąk na co dzień?

Peace!! :)

niedziela, 12 sierpnia 2012

Alterra - nie zrywa papy z dachu...

Ostatnio wydaje mi się, że więcej piszę o innych pierdołach niż robię paznokcie.. Mam odpowiednik blokady pisarskiej, blokadę malowania-paznokci-w-różne-dziwne-wzorki ;) Stąd posty pseudo-recenzyjne. Pseudo dlatego, że nie uważam się za eksperta oczywiście :)

Niedługo przyjemnie mi się coś "odda" ;) ale o tym w dalszej części postu...

Dzisiaj chciałam napisać kilka słów o wyniesionej na piedestały na blogach marce Alterra. Właściwie nie tyle o marce, co o jednym produkcie który nabyłam jakiś czas temu. 
Mianowicie chodzi o odżywkę:

Alterra - Morela i Pszenica, odżywka nadająca połysk do włosów pozbawionych blasku i łamliwych.
Gwarantowane przez Producenta cechy produktu:

  • nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących
  • bez silikonów, parafiny i innych związków olejów mineralnych
  • dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie
  • produkt nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego
"Wartościowy roślinny kompleks pielęgnacyjny z wyciągiem z moreli i winogron wraz z olejkiem z kiełków pszenicy nawilżają włosy, wzmacniają ich strukturę i chronią jednocześnie skórę głowy. efekt to łatwiejsze rozczesywanie i pięknie błyszczące, wyraźnie mocniejsze włosy."

Moja ocena:
Konsystencja: (zdjęcie) zwarta i gęsta. Dobrze rozprowadza się po włosach. Nie spływa.
Zapach: ja porównuję go do Flegaminy w syropie :) Mam sentyment do tego zapachu, bo i syrop lubię... Tzn. nie pijam go, gdy jestem spragniona ;) tylko przyjemnej znoszę objawy przeziębienia :)
Jeśli chodzi o cechy gwarantowane przez Producenta - rzeczywiście, nie odczułam specjalnie jakichś problemów ze skórą głowy. Brak swędzenia, czy innych podrażnień i łupieżu. 
Konkursiwo ma sporo nagród.. ale o tym potem... ;)
Jeśli natomiast chodzi o to co napisali w opisie charakteryzującym odżywkę... Tutaj mam zastrzeżenia. Nawilżenia włosów nie zauważyłam, wzmocnione też nie są. Łatwiejsze rozczesywanie?! Nie w moim przypadku. Po użyciu tej odżywki walka z kołtunami jest zacięta. Ostatecznie wygrywam ja (bo jak inaczej;P), ale nie po to kupuję odżywkę żeby walczyć. Moje włosy są po niej tępe jak zardzewiała brzytwa starego golibrody. MA-SA-KRA. Używałam już wielu odżywek i po tej marce jednak spodziewałam się czegoś więcej.. Włosy po takim rozczesywaniu nie są wcale "pięknie błyszczące" tylko zmęczone. I ja też.
Dla samego zapachu jednak nie będę się więcej męczyć. Pieniążek, choć nieduży to jednak boję się zainwestować w kolejną odżywkę tej firmy, żeby się znowu nie przejechać.
Opakowanie: zwykłe, plastikowe, pozwala na swobodne dozowanie produktu. Jednak przy końcówce odżywki trzeba pamiętać o odstawianiu jej na zamknięciu, bo inaczej ciężko wydobyć resztkę.
Używam olejku Alterry i jest całkiem OK. Niedawno zaczęłam, więc ostatecznego osądu jeszcze nie wydaję ;)
2/5 - za zapach i dobrą konsystencję.
Cena: ok. 7zł
Dostępność: Rossman

Ciekawe konkursu? Będzie łatwy... ;) Czekam tylko aż stuknie mi 10000 odwiedzin ;)

Peace!!

niedziela, 5 sierpnia 2012

Przechwałka Oleśkowa!

Weekend dobiega końca, a ja nie mogę nacieszyć się tym, co wczoraj dostałam od Oleśki!! :) Pochwalę się Wam, bo ... bo mogę :P


Olga wiedziała co lubię.. Zresztą, czego ja nie lubię :)  Odwiedziła mnie ze swoim Narzeczonym (tutaj buziak w nochala dla M. ;) i obdarowała mnie samymi cudownościami! Z dwóch jestem szczególnie zadowolona, bo wiem że sama bym sobie pewnie nie zafundowała... 
Oto co dostałam w 2 boxach od Oleśki...
Pierwszy...
(zgadnijcie z czego się najbardziej ucieszyłam...)
Dokładnie! Z pędzli Hakuro! No trafiła w mój gust bezbłędnie! Podglądałam akurat te na różnych stronach i wyszukiwałam najtańszych opcji.. Jednak nawet najtańsze były dla mnie ponad moje możliwości finansowe obecne. Zawsze marzyłam od flat topie... A tutaj, o! Jestem MEGA-PRZEszczęśliwa :)
Do tego paletka Sleek The Original (moja pierwsza!) Aaaaa! :) Bomba. Nic dodać, nic ująć.
Puder spiekany Joko Mineral J04, prędzej będę go używać do rozświetlania, niż jako pudru na cały ryjek, bo jednak po to używam swojego Bambuska BU, żeby się nie świecić jak psu jajca :) Wczoraj wypróbowałam i jest git!
I maluśki słodziaczek Cheeky Chimp, czyli błyszczyk do ust czekoladowy w jakże uroczym opakowaniu. Kumpelka chciała przechwycić i schrupać. Dobrze, że nie spróbowała gryźć ;P


Drugi...
Oprócz tego dostałam lipcowego bodaj ShinyBoxa (dzięki za poprawkę Oleś.. wszystkie te boxy jednakowe :P), o którym rozpisywać się za bardzo nie będę, bo jego zawartość w sferze blogowej już jest znana na wskroś. Najbardziej interesują mnie kremy i jedwab. Tego drugiego będę miała chyba na rok zapas :) Do tej pory używałam jedwabiu Joanny i właśnie miałam dokupić.. A tutaj, o! :)


Do tego dostał mi się fajny zestaw kosmetyków Fa :) 
Nie przepadam za innymi antyperspirantami w kluce niż Nivea, a antyperspiranty w spray'u jakoś nie wierzę. Chętnie jednak wszystko zużyję i podzielę się z Wami swoimi nowymi (jeśli takie będą) spostrzeżeniami dotyczącymi tychże produktów.


Mówiłam, że bombowe cudaki dostałam? :)
Jeszcze raz Ci dziękuję Bejbe! Mam nadzieję, że coraz częściej będę widywać Twój ryj w swoim otoczeniu :)


Peace!:D

sobota, 14 lipca 2012

Mydełko z Nanosrebrem VINSVIN

Przyszedł czas na kolejną recenzję w moim wykonaniu. 


Nie wiem, czy ktoś z Was używał kiedyś takiego specyfiku, jeśli nie - poczytajcie, może się skusicie:)


Obiektem dzisiejszej recenzji jest Mydełko Naturalne z Nanosrebrem w płynie firmy VINSVIN. Firma, prócz tego mydełka, nie jest mi kompletnie znana. Wiem jedynie, że jest to polska firma. Może ktoś ją kojarzy?


Na początek obietnice producenta:
Mydełko Naturalne z Nanosrebrem w płynie z aktywnymi substancjami leczniczymi:

  • zawiera naturalne łagodne składniki myjące w połączeniu z substancjami leczniczymi: Nanosrebro, Boric Acid, Prevacare i dzięki nim wykazuje unikalne działanie antyseptyczne: przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze, przeciwwirusowe
  • przywraca skórze łagodność, delikatność oraz piękno i naturalnie zdrowy wygląd
  • zapewnia maksymalną ochronę przed bakteriami powodującymi przykry zapach potu
  • nie zawiera detergentów i barwników chemicznych, idealne dla alergików
  • przeznaczone dla dorosłych, alergików, osób z chorobami skóry, dzieci powyżej 3 lat
Przebadane dermatologicznie.
O, i muszę powiedzieć, że zgadzam się w 100% z opisem producenta!
Używam tego mydełka głównie do higieny intymnej i do zmywania makijażu przed żelem micelem. Zanim jednak kupiłam micela, to mydełko było podstawą pielęgnacji mojej buzi. Buzia po nim nie była ściągnięta (jak po większości mydeł) i wiem, że generalnie do cery tłustej ze skłonnościami do suchych skórek nie powinno używać się mydła, ale uwierzcie mi że to mydło jest inne. 
Kiedy skończyłam butelkę swojego płynu do higieny intymnej i nie miałam przez chwilę nic innego, pomyślałam "e, w końcu naturalne". No i od tej pory używam i tego i tego :) Bardzo dobrze myje i daje uczucie świeżości na długo. Nie ma może super zapachu, bo wąchając go czujemy zapach bardzo zbliżony do Białego Jelenia, ale przecież to nie zapach najważniejszy jest :)
Jeśli chodzi o ochronę przed bakteriami, które powodują przykry zapach potu - mój Tate jest mocno zadowolony, bo naprawdę chroni. Od kiedy używa tego mydełka nie roznosi się po domu zapach testosteronu :P
Jeśli chodzi o konsystencję - jest dość rzadkie, ale nie przeszkadza to w jego aplikacji na myjkę, gąbkę czy wprost na skórę. Jest przyjemne i lekkie. Nawet jeśli się trochę uleje, jest na tyle wydajne, że nie jest mi go szkoda. 
Alergikiem nie jestem w prawdzie, ale myślę że wypróbować można - zwłaszcza, że większość obietnic się sprawdza.
Opakowanie: 500ml z pompką - wystarcza na naprawdę długo.
Data ważności: 24mce od otwarcia

Suma summarum - polecam Wam jeśli poszukujecie chwilowego zamiennika płynu do higiency intymnej lub czegoś co pomoże Wam utrzymać buziaka w dobrym stanie przy demakijażu.

Moja ocena: 10/10
Cena: ok. 12 zł w Aptekach

:)


Przypominam również o moim konkursie! Jak na razie nie dostałam żadnych linków :(


Jeśli macie ochotę, możecie również przeczytać maciupeńki wywiad ze mną TUTAJ.

Peace!!:)


piątek, 13 lipca 2012

Haul YR i BU

No i miałam nie robić typowo haulowych postów. Jednak niepokazanie pierwszych w życiu (!) zakupów z Yves Rocher i Biochemii Urody, byłoby co najmniej niesmaczne w sferze blogowej, c'nie? :)


Otóż, po przeczytaniu wielu opinii, tych przychylnych i mniej przychylnych, zdecydowałam się na zakup Pudru Bambusowego z BU. Na razie jedyne co mogę powiedzieć o tym produkcie,to to, że ma dziwną jakby wilgotną konsystencję (nic bardziej mylnego, puder jest całkowicie suchy) i super opakowanie. Można je wrzucić do torebki i mam 100% pewność, że nie będę musiała jej prać od białego nalotu. Jak już chwilę go poużywam, na pewno coś o nim napiszę :)






Jeśli chodzi o zakupy w YR, skorzystałam z książeczki z czekami (której pojawienia się nie jestem sobie w stanie przypomnieć..aaaaaaa... weszłam obejrzeć promocje i Pani mi dała :). Wykorzystałam pierwszy czek na żele pod prysznic 3 za 17,80zł. Książeczka z czekami jest ważna do końca sierpnia i można zrobić dość fajne zakupy. Ja wybrałam żel z Granatem, Kawowy i z Bawełną. Granatowego już trochę zużyłam (kupiłam je w zeszłym tygodniu, jednak nie chciało mi się zbierać ich do kupy i robić fotek :P) i mogę powiedzieć, że będę do niego wracać. Jeśli pozostałe 2 równie świetnie się spiszą pod względem nawilżania, będę kontent. Szkoda tylko, że są takie małe :(.
Oprócz żeli zakupiłam również peelingo-maseczkę ok. 4zł i dostałam mega zestaw próbek (perfumy damskie i męskie, kremy etc.) i ekologiczną siatkę :) No jak dla mnie - BOMBA:)


Niedawno również odwiedziła mnie Przyjaciółka rodziny i od Niej w prezencie dostałam maskarę Yves Saint Laurent Shocking. Muszę powiedzieć, że jestem z niej zadowolona. Trochę muszę popracować szczoteczką, ale daję radę. O tym też będzie osobna notka :) 


Tymczasem lecę robić kolejną paczkę dla Panny Dominiki z Mirrorowiska :)


Wiem, że obiecałam więcej w języku angielskim, ale szczerze? Nie chce mi się.
I know I promised more posts in English, but honestly? I'm lazy. 


Peace!!:)

środa, 27 czerwca 2012

Soap&Glory łakocie dla skóry !

Nadszedł czas na recenzję cudownego zestawu od Panny Dominiki. Mianowicie, mam na myśli bomba zestaw Soap&Glory, peeling i masło do ciała.
To będzie baaaardzo pozytywna recenzja, więc jeśli ktoś nie ma ochoty czytać kolejnych ochów i achów, może sobie darować. Niemniej jednak, może wrócić, bo a nóż-widelec-...łyżka...


Zacznę od cukierkowego opakowania tych produktów. Nie dość, że jest słodkie z racji koloru, to dodatkowo ma przeuroczą etykietę. Trafia w mój gust, absolutnie.


W zestawie, jak już wspomniałam wcześniej, dostałam masełko i peeling do ciała.



Jeśli chodzi o peeling Soap&Glory "Flake Away" (od niego zacznę.. wiecie, kolejność zgodna z kolejnością używania) jest on bardzo "przyjemny". Wiem, że o peelingu ciężko coś takiego powiedzieć, ale na prawdę tak jest. Ma dość duże drobinki. Jego konsystencję można porównać do dużej ilości cukru zalanego małą ilością wody. No bomba porównanie, nie?;) Czyli generalnie chyba jak każdy cukrowy peeling. Świetnie ściera, a przy użyciu zwilżonej rękawiczki do masażu, zauważyłam że nawet się spoko pieni. Skóra jest przyjemnie gładka i nie ma efektu ściągnięcia. Zapach? Masło Shea, cukier i ziarna brzoskwini. Normalnie jakby mnie ktoś wrzucił do teledysku Katy Perry (tego z tymi łakociami...;P)! Po zmyciu go ciepłą wodą i pozostawieniu bez masełka, zapach i tak utrzymuje się całą noc i nawet poczułam go na pościeli:) Jeśli chodzi o używanie na dzień, no to na pewno utrzymuje się trochę mniej przez używanie innych pachnących wynalazków.


W kwestii masełka Soap&Glory "The Righteous Butter"... Ma ono konsystencję właściwie taką samą jak inne masła. Nie topi się, nie rozlewa. Super się wchłania, zostawia minimalny film, ale po około 5min pozostaje jedynie ten boski zapach - masło Shea, Aloe Vera i mam wrażenie, że jeszcze coś słodkiego, ale nie potrafię odnaleźć na opakowaniu. Po wchłonięciu moja skóra była przyjemnie nawilżona. Nie odczułam efektów ubocznych tj. ściągnięcia, szczypania etc. Po użyciu peelingu, masło wzmacnia zapach skóry i ja po prostu odlatuję. Mogłabym się wąchać całymi nocami :)


Jedyne na co mogę ponarzekać to to, że niedługo ta odrobinka mi się skończy i będę pewnie mocno płakusiać. Ojej, powiało infantylnością. 
Jeśli chodzi o koszt, odsyłam do Panny Dominiki, ona pamięta zapewne lepiej niż ja :)


Moja ocena: 10/10


Jak będę miała możliwość, na pewno zakupię te cacka!! :)


Peace!:)

środa, 20 czerwca 2012

Dwufazowe chusteczki peelingujące Beauty Iseree

Tak, tak... Nadrabiam zaległości. Szkoda, że tylko tutaj ;)


Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o nawilżanych chusteczkach peelingujących firmy Beauty Iseree.


O, tych...


Zacznijmy od tego co obiecuje producent:
"Delikatne oczyszczanie i eksfoliacja" 
"Bez alkoholu i barwników"
"Zapach moreli - z odżywczym olejem migdałowym"
"Dla wszystkich typów skóry"
"Dermatologicznie przebadane"
No i cóż mogę powiedzieć więcej...? :)
Wszystko, o czym zapewnia producent trafia w 10. Chusteczki posiadają stronę gładką i z drobnymi wypustkami do peelingu. 




Gładka strona chusteczki super zdejmuje makijaż (nawet tusz wodoodporny), natomiast chropowata bardzo przyjemnie, nienachalnie peelinguje buzię przy delikatnym przytknięciu do buziaka. Jeśli dociśniemy mocniej - uzyskujemy efekt jak przy użyciu peelingu gruboziarnistego, a nie każdy to lubi. Nie występuje efekt ściągnięcia, skóra jest nawilżona, ale ja mimo wszystko jeszcze potem używam kremu. Co mi się w nich podoba? Głównie to, że można ich używać na 2 sposoby, ale ten zapach! Coś przecudownego! Do tego chusteczki są w sam raz nawilżone. Nie za bardzo, nie za słabo. Opakowanie bardzo szczelne, klej się nie ściera z taśmy. 25 chusteczek dostajemy za bodajże 5,99zł w Lidlu. W sumie jest to dość wysoka cena jak na mokre chusteczki, ale weźmy pod uwagę złożoność ich wykorzystania ;)
Pierwszy raz kupiłam tego rodzaju chusteczki i muszę powiedzieć, że jestem z nich zadowolona! Zawsze stawiałam na chusteczki nawilżane do pupci maluchów, ale te zdobywają moje serce:)


Moja ocena: 9/10


W sprawie BlogBoxa znoszę już jajko ;) Ciągle go nie mam, ale czekam cierpliwie :)




Peace! :)



piątek, 1 czerwca 2012

Wymianka z Panną Dominiką + Candy :)

Generalnie dobrze jakoś specjalnie się u mnie nie dzieje, ale to co mnie dzisiaj zaskoczyło (właściwie to się spodziewałam, ale nie tak prędko;P) od razu poprawiło mi humor!
Pierwsza paczka wymiankowo-Candy od Panny Dominiki!
Same pyszności i dobroci :) Nic dodać... ale ująć, bo kurde chyba nie zasłużyłam na to! Będę musiała stanąć na wysokości zadania i jeszcze Lalce coś dosłać, bo mnie gupio zwyczajnie...


Oto co do mnie zawitało!:)

Coś do włosów...


 (wkrótce recenzja)


 ...i jeszcze...


 ...olejek zarówno do ciałka jak i do włosów (ja raczej będę go stosować do włosów jak Jennifer Aniston;P)

(wkrótce recenzja)


Coś dla ciałka...


masełko i peeling (wkrótce recenzja)


Coś dla oka i policzków :)


Od lewej:
Chit Chat  3439 Smokey Eyes siwo-czarny
MUA #30 Pearl (piękne stare złoto)
MUA #6 Pearl (cudo trawiasta zieleń)
Chit Chat 3439 Smokey Eyes (kawa zakrapiana mleczkiem-perłowe mleczko)
MUA #3 Pearl (stalowy)
MUA #24 Pearl (miedziano-brązowo-bliżej nieokreślony.. nie wiem jak go opisać :)
MUA Blusher #4
...i do tego jeszcze piękny bronzer Chit Chat Brozning Mosaic #3509 (nie wiem czy to dobry nr..innego oznaczenia nie ma) nie zrobiłam zdjęcia, bo bateria padła i siostra zabrała aparat na Metalfest do Jaworzna, więc przy najbliższej okazji jakoś dołączę :) pewnie razem z jakąś recenzją :)

Coś dla pazuryrów!... i resztki do oka :P


Od lewej:
MaxFactor - Masterpiece Max
Oriflame - Mirage Eau (słodki perfumek :) zarówno pod względem zapachu jak i fioleczki :)
Revlon #320 Ocean Breeze
MaxFactor #24 Intense Plum

 

No i wszystko było zapakowane w PRZE-pudełko :)


Dziękuję Ci Laleczko! Sprawiłaś mi ogromną radość! Mam nadzieję, że uda mi się choć trochę odwdzięczyć... :) Obśliniak i gnieciuch dla Cię i Lubego za piękne opakowanie!! :)


I to by było na tyle przechwałki wymiankowo-Candy ;)


Pamiętajcie o rozdaniu! :)

Peace!!:)




poniedziałek, 14 maja 2012

Behind the mask...

Dżem dobry!


Na wstępie chciałabym podziękować za tak fajny odzew i wsparcie pod poprzednim postem - DZIA!:) . Dusia ma się dobrze, ale chyba zbliża się cieczka wielkimi krokami i łobuzuje niemożebnie! :)


Anyways...


Maski, maseczki, maseczunie ;)


Generalnie posiadam cerę, która bez odpowiedniego dbania o nią, wariuje. Mam cerę tłustą, ale w niektórych miejscach przesuszone skórki, które widać czasami nawet po nałożeniu kremu. Lubię się trochę wspomóc peelingiem (mechanicznym, enzymatyczny jakoś mnie nie podnieca..) ale po peelingu dobrze czymś buzię załagodzić. Stąd maseczka, którą widzicie pod spodem...






Rival de Loop Maseczka Mleczno-miodowa z olejkiem z orzechów macadamii i olejkiem z migdałów
"...daje uczucie komfortu i zatrzymuje wilgoć. Wspiera naturalny proces odnowy skóry".
Rzeczywiście świetnie nawilża i zatrzymuje wodę w skórze, co jest boskie, bo wewnętrznie średnio nawadniam się wodą. Ma bardzo przyjemny zapach. Orzechy macadamia i miód biorą górę. Konsystencja lekka, delikatna, nietłusta. Bardzo przyjemnie się rozprowadza na buzi. Na opakowaniu napisane jest, żeby po 10-15min resztki maski, które się nie wchłonęły wmasować w skórę bądź zetrzeć nadmiar wacikiem kosmetycznym. Ja wybieram wacik, bo maseczki jednak różnią się od kremów, i ja czuję, że mam coś na buzi - a tego nie lubię. Po starciu resztek, których generalnie nie jest dużo (może dlatego, że moja buzia łaknie nawilżenia i nawodnienia) twarz jest mieciutka, gładka i jędrna. Nie pozostaje uczucie ściągnięcia - duży plus. Generalnie polecam ją dla osób z raczej niewielkimi problemami skórnymi, bo za wiele nie robi. Jeśli chcesz nawodnić ryjek - to to jest to :P
Cena: 2,49zł
Dostępność: Rossman


Jeśli chodzi o moją buzię, ma raczej duże skłonności do powstawania zaskórników i wyprysków. Dlatego 1-2 razy na tydzień używam maseczek, których zadaniem jest oczyszczanie i ogarnianie porów. Do tej pory wypróbowałam ich mnóstwo, ale nie porobiłam zdjęć. Opiszę więc jedynie te, których fotki posiadam i pamiętam co robiły z moją buzią.






Maseczka Avon Planet Spa Tajski Kwiat Lotosu (głęboko oczyszczająca pory)


To maseczka zastygająca na buziaku. Ma bardzo przyjemny zapach, czuć jakiś kwiat (ciężko wyczuć co to, pewnie Lotos:P), ale jednak bardziej wyczuwalny jest zapach glinki. Ma lekko lilowy kolor, który po zastygnięciu na buzi robi się biały. Świetnie oczyszcza i zmniejsza widoczność porów! Co dla mnie jest mega plusem. Trochę się trzeba namachać, żeby ją zmyć, ale przy użyciu gąbeczki idzie to szybciej. Po zmyciu efekt ściągnięcia jest, ale minimalny. Ja od razu potem nakładam lekką warstwę kremu na dzień i wio :) Jak wspomniałam wyżej, używam jej 1-2 w tygodniu.
Cena: w zależności od promocji w Avonie, około 19zł w cenie regularnej
Dostępność: Avon :) zapraszam :)


Kolejna na tapecie to...


Maseczka Synergen Przeciwtrądzikowa


Podobnie jak poprzednia maska głęboko oczyszcza pory i zapobiega zanieczysczeniom skóry. "Bisabolol łagodzi podrażnienia skóry, etanol działa odświeżająco i orzeźwiająco. Tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie". Ok... z drugim i trzecim mogę się zgodzić, ale żeby lagodziła?NIE! Po nałożeniu maski oczyszczającej czuć delikatne pieczenie, no jakoś musi dotrzeć do tych porów. To co zrobiła mi ta maska, ciężko nazwać łagodzeniem. Wytrzymałam okolo 10 min z nią na buzi, ale cierpiałam katusze. Może dlatego, że za bardzo mam podrażnioną skórę? Nie wiem. Mimo tego, że mnie bolała, jednak widoczność porów była solidnie zmniejszona, co również oznacza, że były one oczyszczone. Tylko czy jest sens cierpieć? Nakładałam ją 2 razy do tej pory, teraz moja cera się troszkę poprawiła, więc przy środzie wypróbuję ją jeszcze raz.
Cena: około 3zł
Dostępność: Rossman


Jeśli chodzi o maski, to tyle mogę na dzień dzisiejszy przedstawić. Może jesteście w stanie polecić jakąś fajną maseczkę do tłustej cery ze skłonnościami do powstawania wyprysków i zaskórników? :) Chętnie popróbuję :)


Do więzienia!


Peace!:)

środa, 25 kwietnia 2012

Zmiany na blogu + nowy zakup pielęgnacyjny

No i miały się pojawić zdjęcia mojego dzisiejszego mani, ale niestety coś we mnie wstąpiło i nie spodobało mi się to co wymyśliłam. Wkurzyłam się więc i zmyłam szybciutko pazurki i daję im odpocząć... do jutra ;)


Kilka zmian pojawiło się na blogu. Możecie mnie nawet na FB lubić! Cóż za frajda, c'nie?:) Hehe, do tego jeszcze powstała zakładka "Wishlist", znana już każdemu blogowiczowi (jej i jemu, nigdy nie wiadomo, kto nas czyta :)). Jestem obecnie w fazie przygotowywania do pierwszej wymianki z Panną Dominiką :) . Może przy tej wymiance zakładka się przyda, może nie. Zawsze jest to jakaś podpowiedź (po cichu liczę, że będę miała okazję i przyjemność wziąć udział w kolejnej edycji BlogBoxa).


Z innej półki... Zrobiłam zakup pielęgnacyjny, bo moja Ziaja 25+ jest już na wykończeniu. Uzbroiłam się tym razem w:



Jak widać na zdjęciu krem jest zarówno na dzień jak i na noc, co jest dla mnie bardzo ważne, bo moja skóra mimo że mieszana z przewagą tłustej, baaardzo kiepsko nawilżona (nadrabiam swoje zaległości w nawadnianiu skóry...). Kremu jeszcze nie otwierałam, ale Producent dużo obiecuje. Czy jego obietnice się sprawdzą? Opiszę to później, po przetestowaniu.
Do zakupu tego kremu skłoniło mnie to, że nie dość że posiada filtr UV, kwas hialuronowy (na 11 miejscu w spisie składników - na 2 zdjęciu, 2 linijka od góry - dość nieźle moim zdaniem, chociaż wiadomo że są na rynku kremy, które mają go na pierwszym miejscu bądź jedynym)  NIE BYŁ TESTOWANY NA ZWIERZĘTACH (!), ale był testowany dermatologicznie (+) to dodatkowo nie kosztował mnie wiele (koło 13zł) a zapowiada się całkiem spoko. 
Nie liczę na wiele, ale może będę miło zaskoczona.

Może polecicie jakiś dobry krem z kwasem hialuronowym? 
Dzisiaj to na tyle...
Jutro kolejne pazurky :)

Peace!:)