Obserwatorzy

wtorek, 28 października 2014

Revlon ColorStay 180 Sand Beige do cery tłustej i mieszanej? YAAAAAS Biatch ;)

Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat.

Od prawie miesiąca mieszkam w Londynie, chociaż właściwie "mieszkać" będę, jak znajdę dobrą pracę i zacznę dorzucać się siostrze do korytka. Kilka dni przed wyjazdem zrobiłam mega porządki w swoich kosmetykach i lakierach do paznokci. Tym sposobem zostałam z 18 lakierami ze 130 i bez dobrego podkładu. 

Przy okazji którychś z rzędu zakupów z siostrą, weszłam do Bootsa i sprawiłam sobie, długo wyczekiwany, podkład Revlon ColorStay do cery tłustej i mieszanej, w kolorze 180 Beige Sand
Stałam przed szafą Revlonu dobre 15min i próbowałam ogarnąć wszystkie te odcienie. Udało się, dobrałam idealny. Podkład zamknięty plastykową nakrętką, w szklanej buteleczce o pojemności 30ml. Dość rzadki, bez pompki. Cena £12.49 

Już przy pierwszej aplikacji zauważyłam, że podkład (z momentem rozprowadzenia) stapia się ze skóra, pięknie pokrywając plamki, krostki itp. Nie był mocno kryjący, ale biorę na poprawkę to, że nakładałam go palcami. Moim największym zaskoczeniem było to, że po pokryciu całego ryjka, nie musiałam go matowić pudrem O_o. Dla mnie to niesamowite, bo mój ryjek ma to do siebie, że przy innych podkładach puder jest niezbędny nie tylko przy wykańczaniu makijażu, ale i w ciągu dnia. Revlon spisał się na tyle dobrze, że mimo nie przypudrowania, trzymał mat przez dobre 8-10h! Aaa.. no i do tego, bronzer i róż równie dobrze się z nim stopiły i nie porobiły się plamy.
Następnego dnia nałożyłam go moim flat topem Hakuro H50. Troszkę lepsze krycie, kolor ciągle super dopasowany, podkład stopiony z cerą. Tyle, że utrzymał się w nieskazitelnym macie około 4-5h. To i tak niezły wynik, jak na cerę tłustą. 



Znalazłam też dwa minusy, żeby nie było tak kolorowo. 
- nieporęczne opakowanie, często wylewam za dużo produktu (na pewno lepiej sprawdziłaby się pompka)
- podkreślił moje suche skórki na nosie (po zmianie wody z PL na UK nie mogę dojść z nimi do ładu :( )

Podsumowując, żałuję, że czekałam tak długo, żeby go wypróbować. Już po 2 tygodniach wiem, że będzie to mój absolutny must have w kosmetyczce.

A Wy? Lubicie? Kupicie? ;)

P.s. Wybaczcie jakość zdjęć (w sensie tła..) dopiero zaczynam się tutaj zadomawiać. Z każdym dniem będzie lepiej :) Peace!! :)

2 komentarze:

  1. Oj Kochana, ja podczas wycieczek do PL i ponownego powrotu do UK za każdym razem borykam się z różnymi dziwnymi akcjami na twarzy... Dwa tygodnie i powinno byc ok :)
    Revlon uwielbam <3

    Pozdrawiam,
    Ewela
    http://glamourmamablog.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń

Dzia za odwiedziny! Wpadaj częściej! :)


Mój blog, to nie miejsce na reklamę. Wszelkie komentarze "reklamowe" będą przeze mnie usuwane.