Obserwatorzy

wtorek, 23 września 2014

Pharmaceris Lipo-Protect regenerujący krem do rąk + panterka i dotticure :)

Obiecuję, że wracam.. ;) Chociaż jakoś nie widzę, żeby ktoś tęsknił :P Ostatnie miesiące były niby wolne, a wypełnione po brzegi. Ponad dwa miesiące miałam Siostrzenicę, no to akurat był najprzyjemniejszy moment, tutaj wypad nad morze (pierwszy od 15 lat..) i tak o. No działo się na tyle, że przed swoją emigracją do UK, postanowiłam troszkę nadrobić blogowanie. Za 2 tyg będę nadawać z Londynu.

Po długiej przerwie i przy witaniu jesieni, czas przyszedł na kilka słów o kremie do rąk. Jesień, mnie osobiście, kojarzy się z pierwszymi chłodami, mokrym wiatrem. Przy takiej pogodzie krem do rąk noszę w każdej torebce, mam przy komputerze, w kuchni itd. Nie sposób utrzymać, tak często mytych, rąk w dobrym stanie bez tych pomocników.

Pharmaceris
Lipo-Protect regenerujący krem ochronny do rąk

Przeznaczony do dłoni wysuszonych i wrażliwych an czynniki zewnętrzne.

Pojemność: 50ml

Cena: Obecnie nie widzę go na stronie Pharmaceris.pl, ale myślę że to ok. 20-25zł

Ów krem, o którym chcę mówić, testował akurat mój Przyjaciel M.



M. jest florystą, a codzienna praca z kwiatami nie wpływa szczególnie dobrze na dłonie. Po ogarnięciu Jego dłoni, postanowiłam zaopatrzyć Go w krem. Przy pierwszej aplikacji zauważyliśmy, że ma dość tłustą i zwartą konsystencję. Pozostawia delikatny tłustawy film, ale nie jest na tyle nieznośny, by się tym przejmować. 
Dopiero po kilku dniach aplikowania, M. stwierdził, że całkiem nieźle radzi sobie z wysuszonymi opuszkami palców i skórkami, a efekt utrzymuje się dość długo po użyciu.


 Opakowanie ma poręczne i wygodne, chociaż ciężko otworzyć tubkę jeśli ma się już odrobinę kremu na dłoniach (To akurat potwierdzam..zwykle tubki kremów Pharmaceris lub Lirene mają "lżejsze" zamknięcie tubki. W przypadku tego kremu, trochę trudniej było ją otworzyć).
M. ma końcówkę kremu i jest z niego zadowolony. Ciągle jednak, szuka czegoś, co na dobre pozwoli mu przywrócić delikatność i gładkość dłoni.

Ja osobiście nie lubię tego tłustego filmu, od razu mam ochotę iść umyć ręce. Jeśli jednk odczeka się chwilę, i film wchłonie się do końca. Cierpliwości :)

Oto skład dla ciekawskich :)



Do tej krótkiej, ale jakże zgrabnej recenzji, dorzucam zdjęcia moich ostatnich mani, które nie trafiły na bloga z uwagi na mojego lenia.

Tutaj bazą jest Essie - Demure Vix, na to China Glaze - Fairy Dust (!!! chwila na podziwianie... !!! *_*) i kilka panterkowych bazgrołków.



Tutaj bazą jest Marmurek Lemax  i Biel Safari, na to China Glaze (no nie mogłam się oprzeć...) i kropeczkowy wzorek wykonany sondą (inspirowany CutePolish) i lakierami Sensique - Cherry Blossom, Barry M - Blueberry i GR Miss Selene - 253.
Obydwa zdobienia pokryte warstwą ulubionego ostatnio topu, Kwik Kote.





Fakt, iż otrzymałam produkt do recenzji, nie wpłynął na moją opinię.. ani na opinię M. ;)

Mam nadzieję, że ktoś jednak tęsknił ;)

Peace!! :)

4 komentarze:

Dzia za odwiedziny! Wpadaj częściej! :)


Mój blog, to nie miejsce na reklamę. Wszelkie komentarze "reklamowe" będą przeze mnie usuwane.