Obserwatorzy

sobota, 16 marca 2013

Ale-babka Beatka rozdaje! :)

Dzisiaj tak na szybko, rozdania Beatki z bloga ale-babki.blogspot.com .
Zobaczcie jakie cuda można wygrać! Jedyne co trzeba zrobić to odpowiedzieć na pytanie :)

Lećcie zobaczyć jakie! :)


piątek, 15 marca 2013

TheOleskaaa na moich pazuryrach gości!

Ostatnio pokazywałam Wam jak na moich pazuryrach prezentuje się lakier Wibo - Mint Sobret od Siouxie, z kolekcji blogerek. Dzisiaj, jako że udało mi się zdobyć (bez kitu był ostatni) lakier sygnowany "imieniem" mojej byłej Współlokatorki Oleśki, pokażę Wam jak ów lakier prezentuje się na moich paznokciach :) Wiem, że na blogach bije nim po oczach, ale to nie znaczy, że mam o nim nie napisać :) W końcu wierna jestem swoim Psiapsiółkom :)

Wibo - 9 Peaches and Cream od TheOleskaaa



Dostępność
Rossman (przy większym szczęściu)

Pojemność
8,5ml

Cena
5,99zł


Lakier, jak już zapewne wiecie, posiada wykończenie kremowe, ulubione Oleśkowe. Moje zresztą też, chociaż ostatnio lubuję się w brokatach ;) 
Dla mnie kolor jest ciężki do określenia, gdzieś tam jest mocno rozbielona brzoskwinia, ale i połączona z delikatnym pastelowym brudnym różem. Lubię takie kolory, które ciężko nazwać ;)







Na zdjęciach widzicie 3 warstwy i ciągle trochę prześwituje. Nie posiadam w tej chwili żadnego topa przyspieszającego wysychanie, więc nie pokusiłam się o 4 warstwę. Może dołożę ją wieczorem, jak nie będę miała za wielu zajęć. Boli mnie trochę to krycie, bo kolor jest MEGA. Myślę, że to dość duża wina pędzelka, który jest według mnie trochę za twardy. Przez to lakier smuży i stąd tyle warstw. Przetestuję go jednak jeszcze bez bazy, którą w tym przypadku na zdjęciach jest Joko - Ultra Utwardzenie.
Jeśli chodzi o trwałość, to ciężko mi jeszcze powiedzieć, bo rzuciłam go na pazuryry jakieś 20min temu :) ale nie mogłam doczekać się pokazania go u siebie na blogu.

EDIT: Lakier po użyciu topu wysuszającego wytrzymał na paznokciu 7dni! Jestem trochę zaskoczona, bo Wibo jakoś specjalnie nie imało się moich paznokci. Teraz na spokojnie mogę go używać i być kontent.

Nie wiem, czy zauważyłyście, ale ja rzadko mam po prostu pomalowane paznokcie. Ten kolor po prostu idealnie wygląda "sam". Mimo, że nie chce mi się bawić w skomplikowane zdobienia, to rzuciłam kawiorek, żeby nie było za nudno. Bulion pokryłam lakierem, który posłużył mi za bazę i liczę na to, że wytrzyma chociaż do wieczora.

Z tej kolekcji został mi jeszcze 1 lakier, ale odkładam opisanie go, bo nie mam siły na malowanie nim paznokci. Eh.

Peace! :)




czwartek, 14 marca 2013

Iwostin Puritin - żel do mycia ryjka :)

No to tak jak zapowiadałam we wczorajszym poście, dzisiaj kilka słów o żelu do mycia ryjka, który otrzymałam przy okazji IV Spotkania Warszawskich Blogerek. Zużyłam go już na tyle dużo, żeby móc się o nim konkretnie wypowiedzieć.

IWOSTIN Laboratorium
PURITIN - Żel do mycia twarzy
Dla skóry tłustej, skłonnej do zmian trądzikowych
HYPOALERGICZNY


Producent mówi

Dokładnie oczyszcza skórę tłustą, skłonną do zmian trądzikowych i wrażliwą. Ogranicza powstawanie zmian trądzikowych poprzez normalizację pracy gruczołów łojowych i ograniczenie rozwoju bakterii P. Acnes. Zapobiega wysuszeniu skóry i łagodzi podrażnienia.

Składniki aktywne

  • Zincidone®
    Innowacyjne połączenie cynku i molekuły PCA (sól cynkowa kwasu PCA), która ułatwia jego wnikanie w skórę - reguluje wydzielanie sebum i zapobiega powstawaniu zmian trądzikowych.
  • Cobiostab 400 (Diisethionate Hexamidine)
    Składnik wykazujący silne działanie ograniczające rozwój bakterii, zarówno Gram+ jak i Gram- w tym Propionibacterium acnes oraz działanie grzybostatyczne.

  • Alantoina
    Ma właściwości wygładzające i zmiękczające skórę. Usuwa spękania i zgrubienia. Łagodzi podrażnienia.


  • Wyciąg z aloesu
    Działa przeciwzapalnie i hamuje rozwój bakterii. Aktywizuje układ odpornościowy i pomaga w utrzymaniu równowagi kwasowo-zasadowej. Łagodzi podrażnienia.
  • Physiogenyl®
    Działa energizująco, stymuluje wzrost i regenerację komórek. Ogranicza wykwity trądzikowe. Stanowi doskonale źródło energii oraz cennych pierwiastków śladowych, takich jak cynk i mangan. Zapewnia również odpowiedni poziom nawilżenia naskórka.

Formuła preparatu powstała w konsultacji z dermatologami.

Hypoalergiczny. Bez parabenów. Bez barwników.

Opakowanie
Tuba z wygodnym zamknięciem (pozwala na dozowanie odpowiedniej ilości kosmetyku) zapakowana w kartonik, który moim zdaniem jest już zbędny.


Pojemność
150ml

Kolor/konsystencja
Kolor bardzo, bardzo delikatnie przezroczysto-zielonkawy.. limonkowy. Konsystencja pomiędzy gęstą, a rzadką. 


Zapach
No mi ten zapach przypomina zapach psa, który wrócił ze spaceru jesienią, kiedy często pada deszcz. Zapach mokrego psa po prostu.

Cena
ok. 25zł

Dostępność
Apteki, internet

Moja opinia

Jako posiadaczka cery tłustej byłam bardzo ciekawa tego produktu. Bardzo często, niezależnie od dni cięższych czy lżejszych w miesiącu, na mojej buzi pojawiało się trochę wyprysków i zaskórników. Żelu zaczęłam używać w styczniu, czyli już dobre 2 miesiące za mną
Przy pierwszym otwarciu tubki i wyciśnięciu odrobiny żelu na dłoń skrzywiłam się nieco. Zapach, który przypomina mokrego psa, nie należy do najprzyjemniejszych, nawet dla takiej psiary jak ja. Nie wiem, który ze składników tak pachnie, ale ja solidnie musiałam się przemóc na samym początku do używania tego żelu. Po rozprowadzeniu na buzi dłońmi, stwierdziłam, że chyba prędzej dotrę do swoich porów szczoteczką. Na dłoniach żel się nie pieni i mam wrażenie właśnie, że nie wszędzie dociera. Przy użyciu szczoteczki nie dość, że masuję buzię, to dodatkowo produkt dostaje się wszędzie tam, gdzie powinien i delikatnie się pieni. 
Pierwsze 2 tygodnie mycia twarzy Puritinem budziło we mnie skrajne emocje. Byłam wściekła, że nagle mnie wysypało tak, że nie byłam podobna do siebie. Bardzo dużo bolących wyprysków, podskórnych wrzodów właściwie. Wiem, brzmi okropnie. Zostało kilka blizn, ale to dlatego, że nie mogłam się powstrzymać i jak głupek cisnęłam. Teraz już wiem, że przez używanie tego żelu po prostu skóra się oczyszczała z najgorszych śmieci. Od jakichś 4 tygodni nie mam problemu z wypryskami! Pomijając zapach, przyjemnie mnie łechce po twarzy, zwłaszcza przy zmywaniu go ciepłą wodą, uwierzcie mi, że czuję jak oczyszcza mi się ryjek. Żel chwilę po zmyciu jedynie daje takie poczucie, bo potem trochę ściąga buzię, więc kładę po chwili krem nawilżający. Ściąga, ale nie wysusza skóry, a to jest przecież bardzo istotne. 
Używam go 2 razy dziennie od początku stycznia i powoli zbliżam się do denkowania, więc mogę powiedzieć, że jest wydajny. Z pewnością skuszę się na jego zakup po przetestowaniu reszty produktów, które na mnie czekają.

Bardzo jestem ciekawa innych produktów z tej serii. Miałyście do czynienia z tą serią kosmetyków pielęgnacyjnych? Możecie coś polecić?


Peace! :)

środa, 13 marca 2013

...a na pazuryrach Karmelowa Babeczka! :)

Nie uwierzycie! Przegapiłam 1 urodziny bloga! Normalnie aż się sama skarciłam!! Niedługo jakieś przyjemne przyjemności z tego tytułu pojawią się na blogu :)
A teraz do konkretów...

Bardzo często mam ostatnio dni, kiedy nie mam chęci bawić się w zdobienia paznokci. Wczoraj właśnie był taki dzień. Bardzo często miewam również dni, kiedy po prostu nie wiem, co rzucić na te paznokcie. W takich chwilach najczęściej sięgam po jakieś odcienie nude, beżu lub klasyczną czerwień lub czerń. Bez bawienia się w stempelki i inne takie. 
Tym razem przypomniało mi się, że mam jeszcze lakier, którego nawet nie otwierałam, bo nude'ów mam sporo, więc po co kolejny otwierać. Oj, jakże wielki błąd popełniłam zostawiając go samego na półce! W końcu chyba trafiłam na swój idealny odcień nude! Czekał na mnie długo, bo aż od IV Spotkania Warszawskich Blogerek! Dostałam go razem z innymi upominkami firmy Rimmel. 

Rimmel - 500 Caramel Cupcake








Ma szeroki pędzelek, idealną konsystencję i schnie naprawdę szybko! Na zdjęciach widzicie 2 cienkie warstwy, ale tak naprawdę już na 1 grubszej spokojnie można poprzestać. No lakier ideał. Nic więcej nie będę pisać, bo ile można chwalić ;)

Wybaczcie moje suche skórki, ale moje dłonie przeżywają właśnie chyba jakiś kryzys. Suchość nad suchościami! W ciągu dnia używam kremu po każdym myciu rąk, a na noc zakładam rękawiczki nawilżające i tonę kremu.. Nie wiem co się dzieje. Gwóźdź.

 A post na szybko pisałam przy dźwiękach:


Uwielbiam :) Kiedyś nie mogłam znieść Davida, ale człowiek chyba dojrzewa ;)

A jutro o żelu, który naprawił mi buzię!! :)

Peace! :)